04 lutego

Czytnik e-booków i co ja na to ?

Czytnik e-booków i co ja na to ?
Bardzo długo broniłam się przed czytnikiem. Bo co to za przyjemność, myślałam sobie, kiedy nie mogę pogłaskać, powąchać, powertować. Zerkałam na podróżnych w drodze do pracy i rozmyślam: kupić, nie kupić, kupić, nie kupić. I zawsze wszystko przemawiało na NIE. Oglądałam w sklepach, no i nigdy nie usłyszałam "zabierz mnie ze sobą".
Aż pewnego dnia zwyczajnie poczułam miętę do czytnika współpasażerki z pociągu :) Ot zapałałam do niego miłością i od czterech miesięcy jestem posiadaczką  (dodam szczęśliwą) PocketBooka.



Dlaczego warto?

  1. Mam skłonność do czytania kilku książek naraz, w zależności od nastroju i potrzeby. Bardzo dużo czytam w drodze do pracy. To jasne, czytnik pomieści dziesiątki moich lektur bez konieczności ich dźwigania.
  2. Uwielbiam, kiedy nie muszę czekać i mam coś o czym marzę "na już". Książka w pięć minut u mnie? Genialne :D
  3. Zdecydowanie wydanie elektroniczne czyta się szybciej niż papierowe. Nie wiem, na czym to polega, ale moja miesięczna statystyka przeczytanych pozycji wzrosła o 250 -300% !!
  4. No i jest bezdyskusyjnie po prostu piękny :)




Czy zrezygnowałam z tradycyjnej książki?

Oczywiście, że nie!
Nadal je kupuję. Albumy, książki z ilustracjami, poradniki lub takie, do których wiem, że będę sięgała częściej, wolę mieć w wersji papierowej.
No i przyznam, że czekam na obniżenie podatku VAT na e-booki, co podobno niebawem ma nastąpić. Czego sobie i Wam miłośnikom książki elektronicznej życzę :)



A jakie są wasze doświadczenia z czytnikami? Korzystacie, czy wciąż się zastanawiacie? A może skreśliliście je już na starcie tak jak ja swego czasu?



23 kwietnia

Fibsowe wspominki :)

Fibsowe wspominki :)
Wzięło mnie na oglądanie zdjęć. Oczywiście, co drugi kadr to Fibs. Już kiedyś wspominałam, że nie przepuści żadnego pstryknięcia. Ewidentnie czuje się gwiazdą i cóż poradzić, taki koci urok :)


Miłego weekendu!

18 kwietnia

Personalizacja Favikony

Personalizacja Favikony


Co to jest favikona?

Favikona to mała graficzna ikonka, którą widzimy na karcie otwartej strony internetowej.
Standardowa favikona na blogerze ma postać literki B na pomarańczowym tle.
Personalizacja, ale po co?

Dlaczego spersonalizowanie favikony jest ważne?
A no po to, aby być bardziej kojarzonym i rozpoznawalnym. Człowiek jest przecież w dużej mierze wzrokowcem i pewien powtarzalny graficzny element z czasem zaczyna kojarzyć się mu z konkretną rzeczą, w naszym wypadku z konkretnym blogiem. Bywa, że nie pamiętamy nazwy bloga, ale dzięki tej małej ikonce kojarzymy treść i właściciela strony. Pojawia się ona nie tylko na karcie przeglądarki, ale również na liście ulubionych blogów u osób, które nas w ten sposób obserwują. Jeśli jest ciekawa, intrygująca zachęca do kliknięcia na ten, a nie inny blog.


Im bardziej charakterystyczna favikona tym lepiej. Favikona powinna przyciągać wzrok i być widoczna. Najlepiej jeśli ma ona postać jednego elementu graficznego, ponieważ jest ona tak mała, że wszystkie niewielkie detale i tak nie będą widoczne. 
Dobrze jeśli favikona będzie współgrała z naszym blogiem np. tematyką lub kolorystyką. Wspaniale, jeśli będzie naszym logiem lub jego fragmentem. Moja ma postać kociej łapki - czarna ze względu na kolorystykę bloga, kocia łapka ze względu na tytuł bloga pochodzący od imienia mojego Kota Fibsa.
Moja kocia łapka pojawia się również często na zakończenie postów, jako znak pożegnalny.


Nie każdy obrazek można wgrać jako faviconę. Musi mieć ona odpowiednią wielkość i kształt: 16x16 px.
Najlepiej jeśli stworzony przez nas obrazek będzie pozbawiony tła.  Wówczas tło obrazka dostosuje się do tła otwieranej karty. Zobacz różnicę.


Jak dodać favikonę na bloggera

  • Wchodzimy w menu "Projekt"
  • Następnie wybieramy "Układ"
  • Klikamy w lewym górnym rogu na "Favikona" - edytuj
  • Wybieramy ze swojego komputera obrazek, zatwierdzamy
  • I gotowe!

A na koniec przygotowałam dla Was paczkę gotowych ikonek do pobrania. Klikasz na poniższy obrazek i pobierasz :)

Do zobaczenia!


05 kwietnia

Moc biografii

Moc biografii
Jestem wielką miłośniczką czytania biografii, korespondencji, autobiografii, wspomnień. Jest to gatunek książek, na który nigdy nie żałuję pieniędzy i który uwielbiam gromadzić w swojej domowej biblioteczce. Czytanie tego typu literatury nie jest dla mnie wyłącznie rozrywką i "zaglądaniem" w życie bohaterów, daje mi coś więcej: autentyczną siłę do działania, motywację do podnoszenia się, do refleksji, do odnajdywania siebie samej, do nazywania emocji. Przy okazji postu o zdrowym odżywianiu wspominałam o tym, jak ważne jest poszukiwanie autorytetów, by móc podejmować kroki do zmiany. Swoich życiowych przewodników szukam w dużej mierze w literaturze.



Zdjęłam dziś z półki przypadkowe książki, by w kilku zdaniach opisać, za co cenię każdą z nich.

H. Poświatowska - Listy - czytałam wieki temu, ale do tej pory pamiętam uczucie, które towarzyszyło mi podczas tej lektury. Czułam się nieziemsko zmotywowana do życia. Do tego, że nie muszę wszystkiego rozwlekać w czasie, że mogę swoją energię skumulować i zacząć działać tu i teraz - jak "Haśka", która swoją ziemską wędrówkę musiała przeżyć w nieco okrojonej przez los przestrzeni czasowej.

H. Poświatowska - Opowieść do przyjaciela - raczej nie zdarza mi się czytać dwa razy tej samej książki. Po pierwsze dlatego, że wolę sięgnąć po coś nowego, a po drugie nie chcę  burzyć swoich odczuć, które miałam względem danej lektury kilka lat wstecz. Ta książka była wyjątkiem. Czytałam ją dwa razy i mało tego, znów mam ochotę po nią sięgnąć. Dlaczego? Bo jest pełna emocji. Jeśli wydaje się komuś, że pewnych uczuć nie da się nazwać tak, by nie brzmiały one trywialnie, to się myli. Poświatowska jest mistrzynią opisywania emocji w sposób totalnie niebanalny.



M. Stromsted - Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości - miałam zaszczyt zaczytywać się tą biografią dawno temu w maju, w sadzie pełnym kwitnących drzew i mleczy...Czy może być coś przyjemniejszego...Takie drobne rzeczy, a zostają w nas na całe życie. Pamiętam ciepło, prostotę i dobro, które wylewało się z kart książki. Nie można nie kochać Astrid i jej bohaterów. Mnie wyciszyła i uspokoiła.

Roma Ligocka - nie będę tu mówiła o konkretnej książce, bo w zasadzie wszystkie książki Pani Romy są autobiograficzne. Uwielbiam! Miłość, strach, cierpienie, międzyludzkie relacje - znów pełno emocji. Jak ja to lubię! :) Książki czyta się błyskawicznie i nie można się od nich oderwać. Zazdroszczę tym, którzy jeszcze ich nie czytali i mogą teraz pochłoną wszystkie na raz :D


Plastusiowa mama. Wspomnienia o Marii Kownackiej - o autorce Plastusia nie mówi się wiele, nie mówi się chyba nic! Plastusia znałam, czytałam, jak również oglądałam. Znałam nazwisko autorki, ale  zupełnie niewiele o niej wiedziałam. Aż tu nagle wpadła mi w ręce biografia. Opracowana  przez znakomitą Mariolę Pryzwan. A w książce: mnóstwo zdjęć, listów, wspomnień. Poznajemy niezwykłą miłośniczkę przyrody, dla niektórych trochę ekscentryczną, ale zawsze gotową do niesienia pomocy silną kobietę. Wzbudziła we mnie dużo pozytywnych uczuć.

Maud z Wyspy Księcia Edwarda: Biografia L. M. Montgomery - czyż nie jest fascynujące poznać kim była, co myślała i jak się zachowywała autorka Ani z Zielonego Wzgórza? Dla miłośniczek Ani to pozycja obowiązkowa! Napisana nieco w stylistyce, jaką znamy z kultowej serii. Czyta się ją niezwykle przyjemnie. Poznajemy wiele ciekawych, nieznanych i zaskakujących faktów z życia Maud, dla której o dziwo, Ania była przekleństwem. 

A Co Wy lubicie czytać i czym jest dla Was czytanie książek?

02 kwietnia

Podsumowania marca

Podsumowania marca
Marzec był długi i pełen oczekiwań na pierwsze wiosenne promienie. Był też czasem na dobre lektury, filmy i testowanie nowości kulinarnych. Nie obyło się również bez buszowania po internecie w poszukiwaniu przyjemnych i ciekawych miejsc. Udało mi się dokonać sporo odkryć, kilkoma z nich dziś się z Wami podzielę.

Kulinaria - przyznam się, że nigdy nie używałam innego oleju poza słonecznikowym i rzepakowym... Do sałatek oliwa z oliwek i na tym koniec.
I ku mojemu zdumieniu odkryłam, że przecież istnieją inne oleje! Eureka! I nie tylko istnieją, ale jak smakują!



Olej z pestek dyni - mój numer jeden. Genialny, przepyszny, przecudowny. Przestałam używać masła. Pieczywo "smaruję" wyłącznie tym olejem. Ma charakterystyczny i dość wyrazisty smak. Niektórzy mówią, że jest to smak orzechowy. Uwielbiam kanapki z ciemnego pieczywa okraszone olejem z pestek dyni z dodatkiem plastra twarogu i rzeżuchy.  Co ciekawe, już po 2 tygodniach zauważyłam, że moje włosy zaczęły bardziej lśnić, a skóra stała się zdecydowanie mniej sucha. Stosuje się go wyłącznie na zimno.

Olej lniany oraz olej z prażonych orzechów włoskich - również jada się je wyłącznie na zimno. Mają wiele właściwości zdrowotnych. Ja używam ich głównie do przyrządzenia dressingów do sałatek.



Książki  -  A. Lindgren & S. Schwardt - Twoje listy chowam pod materacem - wyobrażacie sobie pisać z kimś przez 30 lat i nigdy się z tym kimś nie spotkać? Tak właśnie było w przypadku Astrid i Sary. Nawiązały wyjątkową korespondencyjną więź, która przetrwała długie lata, aż o śmieci Astrid w 2002 roku. W czasie, gdy zaczęła się ich korespondencja, autorka "Pippi" miała 64 lata,  Sara zaledwie 12. Dzieliło je ponad pięćdziesiąt lat! Dojrzałość Sary i jej porywczy charakter, tak bardzo ujął Astrid, że spośród tysiąca listów, które dostawała od małych wielbicieli, to właśnie w niej upatrzyła swoją 'pokrewną duszę'. Polecam! Czytałam z wypiekami na twarzy do późnej nocy :)



Osobowość - dla tych którzy nie mieli jeszcze okazji poznać Oli Budzyńskiej zapraszam na blog  Pani swojego czasu. A tu dużo o zarządzaniu czasem,  motywacji, organizacji i innych takich życiowych sprawach ;)


Film - Dama w Vanie - film bardzo specyficzny ale uroczy, zabawny i wzruszający. Podejrzewam, że mimo to nie każdemu przypadnie do gustu. Opowiada prawdziwą historię o dość trudnej relacji między dojrzałym mężczyzną, a bezdomną, odrobinę despotyczną i ekscentryczną staruszką. Relacji, która z czasem przeradza się w niewypowiedzianą na głos, ale odczuwalną więź.


Czyż Ona nie jest urocza ;D

Kadry z filmu pochodzą z Filmweb.

Pozdrawiam Was i życzę miłego wieczoru :)

Może zainteresuje Cię również: Podsumowanie lutego

20 marca

Lista małych marzeń

Lista małych marzeń
Co dzień z każdej strony bombardowani jesteśmy milionem różnych informacji. Z tego ogromu komunikatów wyłapujemy pojedyncze treści, które są dla nas istotne. A to w internecie przeczytamy ciekawą recenzję filmu, który zechcemy obejrzeć, a to w TV ktoś poleci książkę, która zrobi na nas wrażenie, a to w radiu usłyszymy ciekawą historię i będziemy chcieli dowiedzieć się o niej czegoś więcej, lecz wszytko to niekoniecznie tu i teraz, bo właśnie nie mamy na to czasu. Zatem jak to wszystko ogarnąć i spamiętać? Nie łudźmy się, że ot tak, po prostu zapamiętamy. Próbowałam nie raz. Nie wychodziło i za nic w świecie nie mogłam sobie potem przypomnieć, co to jest za film, który chodzi mi po głowie lub co planowałam kupić. Dlatego ważne jest aby mieć tzw. listę małych marzeń.

Jak zbudować własną listę małych marzeń.


Przez długi czas byłam maniaczką kupowania notesów, notesików, kalendarzy, różnych małych i pięknych drobiazgów do podręcznych zapisków. Nadmierna ilość tego typu gadżetów nie przynosiła wiele dobrego. Na pewno nie była pomocna w porządkowaniu czegokolwiek. Wszystkie ważne dla mnie informacje zapisywałam akurat w tym zeszycie, notesie czy na tej samoprzylepnej karteczce w kolorowe groszki, którą miałam pod ręką. Efekt: nigdy nie mogłam niczego znaleźć i porostu zapominałam na wieczny czas, że coś miałam przeczytać, obejrzeć, posłuchać.
Dlatego postanowiłam moją miłość do zakupu notesów zakończyć raz na zawsze, skupić się na jednym zeszycie (najlepiej większym) i tam zapisywać wszystko. Tam i nigdzie więcej. Zeszyt podzieliłam sobie na 6 kategorii: Film, Książka, Ludzie, Przedmioty, Jedzenie, Inne. Kategorie te ułatwiają mi mi potem szukanie.

Ostatnio jednak wpadłam na jeszcze jeden sposób organizowania sobie takiego "spamiętacza" . Mianowice, gdy tylko zobaczę coś co mnie zainteresuje czy to w internecie, książce, czasopiśmie, TV robię zdjęcie telefonem. I takim sposobem mam pod ręką cały plik zdjęć z okładkami książek, nazwiskami, cytatami, zdjęciami stron internetowych, czy różnego rodzaju przedmiotów, które chciałabym w przyszłości zobaczyć lub nabyć.


A oto co można między innymi znaleźć na mojej liście małych marzeń w komórce:



A czy Wy macie listy małych marzeń i jak sobie radzicie z porządkowaniem tego typu informacji?

12 marca

Jak Cię widzą, tak Cię piszą - czyli jak stworzyć przyjazny design bloga

Jak Cię widzą, tak Cię piszą - czyli jak stworzyć przyjazny design bloga

Mówi się, że piękno to pojęcie względne. I trudno się z tym nie zgodzić. Jednak w każdej sferze, w której jest ono obecne, również w sferze blogowej są pewne kanony piękna i to one wyznaczają dobry smak. Czy zastanawialiście się dlaczego niektóre blogi odwiedzamy chętnie, a inne wręcz przeciwnie, omijamy szerokim łukiem, zanim nawet wgłębimy się w to, co autor chce nam przekazać lub nawet pomimo genialnych treści?

Ładny i przyjazny design bloga to połowa sukcesu.



Jest kilka zasad, które bez względu na nasze indywidualne upodobania będą stanowiły podstawę udanego designu.

KOLOR

Przyjazna dla oka i nieabsorbująca szata graficzna to punkt wyjścia. Ma ma być ona fundamentem i w pierwszym kontakcie zachęcić odwiedzającego do pozostania.

Niewątpliwie  królową wielu blogów jest biel. Biel wprowadza ład i harmonię. Jest barwą neutralną. Ja również decydując się na założenie tego bloga wiedziałam, że kolor ten będzie moim filarem. Początkowo łączyłam go z pastelami, ale ostatecznie postawiłam na kontrastową czerń oraz niebieskie akcenty, dla ożywienia.




Neutralna barwa jako baza

Oczywiście biel  nie jest jedynym i słusznym rozwiązaniem, bo wszystko zależy od charakteru naszej strony. Znam również pięknie prezentujące się blogi w czerni, chociaż myślę, że będzie to sprawdzało się  głównie w przypadku blogów fotograficznych, gdzie mamy dużo zdjęć i  znikomą ilość słów. Biała czcionka na czarnym tle męczy wzrok. 

Jeśli jednak postawimy na kolory, to niech będą one w podobnej tonacji. Trzeba też pamiętać o jednej zasadzie: im mniej tym lepiej.  Jeśli nie jesteście pewni, co do tego jakie kolory ze sobą łączyć, zajrzyjcie na ten profil. 
Pamiętajmy, że dużo kontrastowych barw wprowadza chaos i zniechęca czytelnika. Gdy już zdecydujemy się jednak na ich użycie, to najlepiej, aby barwa dominująca była stonowana: biel, szarość, lekkie pastele.

FORMA 

Ważne aby zachować porządek, aby każda ikona, każdy gadżet był dopasowany i miał swoje miejsce. 
Zadbajmy o podobne kształty i wielkość gadżetów. Zrezygnujmy z niepotrzebnych "zaśmiecaczy", które zapewne nikogo nie interesują. Przeanalizujmy swoje dodatki w paskach bocznych i zadajmy sobie pytanie "Po co mi to?" Pomyśl, czy nie stworzyć osobnej strony dla wszelkiego rodzaju: "biorę udział", "candy" itp. Jeśli masz dużo tego typu dodatków zastanów się nad uporządkowaniem ich, aby nie odwracały uwagi od istoty twojego bloga.


Porządek i harmonia


CZCIONKA 

Czcionka ma być przyjazna dla oka, zarówno pod względem formy, jak i koloru. Za najbardziej optymalną dla jasnych teł przyjmuje się oczywiście czarną, chociaż odcienie szarości również będą się sprawdzać. Nie stosujmy zbyt dużej ilości rodzajów czcionek, bo to wprowadzi niepotrzebny chaos. Czcionki imitujące ręczne pismo nie są dobrym rozwiązaniem, ponieważ trudno przy nich skupić swoją uwagę na treści. Zachęcam do zajrzenia tu. 
Kolory tytułów, linków itp. dostosujmy do pozostałych elementów, aby z nimi współgrały. Mają być one widoczne, ale nie powinny odwracać uwagi od treści bloga.
Najlepszym rozwiązaniem jest wyrównanie czcionki do lewej strony lub do obu stron.



ZDJĘCIA

To temat na zupełnie osobny post. Ekspertem się nie czuję, bo fotografuję wyłącznie amatorsko. Ale z własnego doświadczenia i obserwacji podam Wam kilka rad.

  • nie rób zdjęć nocą, jeśli nie masz profesjonalnej lampy fotograficznej z parasolem, która ewentualnie oświetli obiekt,
  • nie wstawiaj pierwszego lepszego zrobionego przez siebie zdjęcia, na zasadzie "coś tam widać". Staraj się swój obiekt fotografować tyle razy, aż uznasz, że zdjęcie jest dobre i wyraźne,
  • nie umieszczaj miniaturek zdjęć, na których niewiele widać (chyba że robisz kolaż),
  • staraj się zadbać o fotografowaną przestrzeń. Pamiętaj, że jasne tło robi wiele dobrego,
  • używaj blendy lub zwykłej białej kartki do niwelowania cieni,
  • nie bój się używać programów do retuszu zdjęć, przecież chodzi o to, żeby było pięknie :) 

Czy macie jakieś inne rady i pomysły, dla tych którzy planują popracować nad wyglądem swojego bloga?


09 marca

Disqus - czy warto ?

Disqus - czy warto ?
Dla niewtajemniczonych: Disqus to system komentowania na blogach.

Już teraz, mimo że dopiero co dokonałam instalacji, zachęcona opiniami innych oraz obserwacją własną, odpowiem na pytanie zawarte w tytule:  warto!
Gdy tylko się przełamałam (nie wiem, czemu tak późno) do korzystania z Disqusa, początkowo wyłącznie jako komentator, odkryłam w nim potencjał i byłam zachwycona.
Dlaczego? Czym Disqus rożni się od tradycyjnego systemu komentowania i jak z niego korzystać?

ZALETY
  • korzystając z Disqusa jesteśmy  w ciągłym kontakcie z  osobami, z którymi wchodzimy w interakcje, otrzymujemy powiadomienia na mila w momencie  odpowiedzi na pozostawiony przez nas komentarz,
  • na platformie Disqusa mamy dostępną całą historię naszych komentarzy w jednym miejscu (z opcją blokowania, jeśli nie chcemy, aby były one widoczne dla innych na platformie Disqsa),
  • w każdym momencie możemy wracać do dyskusji bez obawy, że wyleci nam z głowy z kim i na jaki temat  rozmawialiśmy, kogo odwiedziliśmy dziś, wczoraj, czy miesiąc temu,
  • możemy subskrybować odpowiedzi komentarza, który nas zainteresował,
  • można oddawać głosy na wartościowe komentarze,
  •  możemy zostawiać komentarz bez rejestracji...
  • ale rejestracja jest banalnie prosta. Nie trzeba wypełniać stosu formularzy, wystarczy kliknąć ikonkę za pomocą, którego konta chcemy się zalogować, czy konta na Google, Facebook czy Twiterze i wówczas otrzymamy pełniejsze możliwości. Nie musimy logować się za każdym razem, wystarczy jednorazowe logowanie.
To tylko część zalet, powoli odkrywam resztę :)
O wadach nie będę pisać, bo póki co szczególnie ich nie zauważyłam :)

Pozdrawiam i zachęcam wszystkich, którzy mieli wcześniej obawy. Na pewno nie będziecie żałować, a przede wszystkim niczego nie tracicie :)

PS. Jeśli chcecie zainstalować Disqusa na własnym blogu instrukcję krok po kroku znajdziecie np. tu

05 marca

Bez chemii ? Trzy kroki do zmiany

Bez chemii ? Trzy kroki do zmiany
Po pierwsze: chęci

Co roku o tej porze ogarnia mnie chęć zmiany nawyków żywieniowych. Na wiosnę chcę być lekka, chcę mieć otwarty umysł, chcę tryskać energią. Przedwiośnie wyzwala apetyt na bycie "fit".

U mnie pragnienie to nie polega na chwilowym zapale. Trwa dość długo. W zasadzie nawet bardzo długo. W ciągu roku około 10 miesięcy - od marca do grudnia. Jednak nie wiedzieć czemu, zawsze w okolicach końca roku, gdy większość właśnie wpada na pomysły noworocznych postanowień, ja wpadam w dość żywieniową bylejakość. Tak na szybko, naprędce, cokolwiek, biegiem.

A potem mówię STOP.
                                                       

No i potem jest już tylko lepiej :)


Po drugie: motywacja i autorytet

W przekonaniu o słuszności wprowadzania zmian utwierdzają mnie trzy Panie, po książki których sięgam zawsze wtedy, gdy chcę być "żywieniowo" zmotywowana: Beata Pawlikowska, Julita Bator, Agnieszka Maciąg.


Motywowanie siebie samego bywa trudne, czasem zbyt trudne, bo jednak nie wystarczy tylko chcieć, trzeba pójść o krok dalej. Samo się nie zrobi. Jeśli mamy problem z mobilizacją, to będziemy potrzebować  kogoś, kto będzie aktywizował nasze zamierzenia. Kogoś, kto pokaże jak, gdzie i właściwe, dlaczego tak, a nie inaczej. Z kim wjedziemy w dialog. Fajnie, jeśli takie osoby mamy w swoim otoczeniu, ale jeśli nie... To szukajmy autorytetów, osób z doświadczeniem, wiedzą na dany temat, bo może okazać się, że otworzą nam oczy na wiele spraw, o których nie mieliśmy pojęcia, albo mieliśmy, ale głęboko uśpione.
Tak, jak uśpiona bywa w nas wiedza, na temat produkowanej masowo żywności, która bardzo negatywnie wpływa na nasze życie. Niby wiemy, a jednak...jemy.

Jeśli nie czytaliście książek Beaty Pawlikowskiej czy Julity Bator, a chcecie odkryć kilka(naście) zaskakujących faktów na temat kondycji dzisiejszej żywności i stajecie właśnie przed dylematem, czy rzucić się na bułkę z wędliną czy na zupę z czerwonej soczewicy - czytajcie :)


Po trzecie: realizacja i nawyk

Nigdy nie miałam problemu z tym, aby ze smakiem zjeść kaszę z warzywami zamiast kebaba lub wypić świeży sok z marchwi i selera zamiast "energetyka".
Znam jednak takich, których ten wybór dziwi i raczej odbiera to jako przejaw fanaberii.

Gdy czuję się zmotywowana, zaczynam planować posiłki. Rozpisuję produkty i dania, które będę chciała przyrządzić.  Podstawą jest: kasza gryczana, ryż, dobrej jakości razowy chleb (czasem piekę własny), oliwy, oleje, twaróg, soczewica czerwona i zielona, wszelakie warzywa, trochę mniej owoców, bo niestety nie mam do nich słabości, płatki owsiane, miód, mleko, jajka, bakalie, jogurty naturalne, oliwki.

Idę na zakupy i kupuję (najlepiej od razu, by nie mieć potem wymówki) wszystko, to co przyda się  do przyrządzania zdrowych posiłków przez najbliższy tydzień. Co dzień wyrabiam w sobie nawyki, by sięgać po coś zdrowego. Z czasem pewne rzeczy same wchodzą nam "w krew".

"Motywacja jest tym, co pozwala Ci zacząć. Nawyk jest tym, co pozwala Ci wytrwać". Jim Ryun

Wiem, że nie wyeliminuję zupełnie chemii z mojego jadłospisu i nawet usilnie do tego  nie dążę, ale świadomie ją ograniczam.

Teraz rozsądniej sięgam po towar na półkach. Zanim bezmyślnie włożę produkt fit czy eco do koszyka, przeczytam etykietę i upewnię się, że ten jogurt fit nie jest mniej fit niż zwykły, a przede wszystkim, czy nie ma wielu szkodliwych składników, które sprawiły, że kosztem wątpliwej jakości, dano mu miano jogurtu dietetycznego.


Zachęcam do lektury i szukania wiedzy na każdy temat, gdy tylko poczujecie w sobie chęć jakiejś zmiany.  Nie siedźmy bezczynnie i  bezproduktywnie nie rozmyślajmy. Sięgnijmy po sprawdzoną wiedzę innych, która poszerzy nam horyzonty oraz zmotywuje do działania.

Życzę Wam udanego i zdrowego weekendu :)